O autorze
Janek Samołyk to wrocławski autor piosenek, muzyk i wokalista. W 2009 roku zwyciężył w konkursie debiutantów na OFF Festivalu 2009. Od tamtej pory m.in. wydał dwa dobrze przyjęte albumy "Wrocław" i "Problem z wiernością", a także zagrał serię koncertów w Chinach. Prywatnie fanatyk Wrocławia i Dolnego Śląska.

Kilka słów o OFFie

Temat konkursu, dzięki któremu można zagrać na OFF Festivalu jest teraz bardzo widoczny w mediach. Poniżej kilka słów komentarza od muzyka, który kilka lat temu taki sam konkurs wygrał.

Jeśli ktoś nie zna sprawy, przypomnę. Chcąc zagrać na OFF Festivalu, można zgłosić się do konkursu o miejsce i czas na scenie. Głosowanie publiczności odbywa się za pomocą płatnych smsów. Zwycięzcy mogą wystąpić, ale nie dostają nawet zwrotu kosztów dojazdu. W tym roku przeciw takiemu postępowaniu OFFa zaprotestowały zespoły Szezlong i We call it a sound.



W 2009 roku wraz z zespołem wygrałem taki sam konkurs o występ na OFFie - zarówno w głosowaniu jury, jak i publiczności. Konkretnie wygrała piosenka Don't think too much, którą wrzuciłem do netu kilka miesięcy wcześniej jako debiutancki utwór.



Nie zapłacono nam za dojazd i nie było to dla nas łatwe. Jednak dla mojego zespołu to były totalne początki i zagranie na OFFie było dla nas ogromnym wyróżnieniem (swoją drogą - to był nasz pierwszy wspólny koncert!). Stąd nie patrzyliśmy na takie rzeczy jak parę zł na paliwo. Z tego co pamiętam inne grupy biorące udział w konkursie również dopiero zaczynały i cieszyły się z możliwości występu. Szokujące jest dla mnie to, że tym razem w konkursie brały udział kapele, które odnoszą duże sukcesy. Np. Lilly hates roses jest znane i słusznie lubiane w Polsce i za granicą. Nagrali fantastycznie oceniony debiut. Szezlong również jest już po debiucie, zdobył duże uznanie w blogosferze i ma za sobą np. koncert na Open Erze. Jakim cudem Artur Rojek i jego współpracownicy przegapili te kapele i nie zaprosili ich do występu na normalnych zasadach? Nie wiem. Dla mnie to niepojęte, że zespoły które są tak dobre i tak zauważalne, nie są zapraszane na festiwal i muszą walczyć w konkursie.

Coś poszło nie tak.



Myślę, że dla totalnego debiutanta (jak ja w 2009) brak kasy na dojazd na OFF nie stanowiłby problemu. Jednak uważam też, że konkurs smsowy z tak drogimi smsami był i teraz tez jest przegięciem. Jeśli ktoś zarabia na marzeniach młodych twórców, powinien się podzielić przynajmniej w zakresie kosztów dojazdu.

Mi osobiście występ na OFFie w 2009 roku bardzo pomógł i z tego miejsca dziękuję jurorom za wyróżnienie właśniej mojej piosenki - a przyjaciołom i słuchaczom za wysłanie na nas sporej liczby płatnych smsów. Dzięki temu zagrałem potem kilka koncertów w świetnych miejscach (ludzie z klubów widzieli koncert i im się podobało). Co wazniejsze, dzięki temu zwycięstwu moja muzyka zwróciła uwagę wytwórni płytowej, z którą się potem związałem. Słowem - mimo braku dobrych warunków, ten występ i udział w konkursie bardzo zaowocował. Czasem tylko trochę żałuję, że mimo pójscia za ciosem po tym występie (dwie nagrane płyty, setki zagranych koncertów, coraz liczniejsza publiczność, trasa zagraniczna), ani razu nie zostaliśmy zaproszeni, by zagrać na OFFie ponownie (podobnie jest z We call it a sound, którzy grali na OFFie w 2010 roku). Szkoda, w końcu tam zaczynaliśmy i do dziś czujemy, że to właśnie stamtąd jesteśmy.
Trwa ładowanie komentarzy...